Słowem wstępu - uogólnienia z zasady są charakterystyczne dla ludzi ograniczonych, a takim
uogólnieniem jest tekst który będę prostować. "Kobiecy" punkt widzenia przedstawiony przez koleżankę
jest niczym nie poparty, można by go zwęzić do zaledwie jednego zdania: "Facet to świnia".
Najprawdopodobniej tekst nie straciłby na przesłaniu, bo jak już wspomniałem brak
tu jakichkolwiek argumentów, natomiast "faktem niezaprzeczalnym" jest kobieca tendencja do popadania
w feminizm dla trendu.

  Po kolei, w pierwszym akapicie autorka wytyka rodowi męskiemu brak umiejętności wychwycenia
sensu aluzji, następnie przechodzi do charakterystycznych dla facetów podtekstów seksualnych, a kończy
przyrównaniem mężczyzny do trzody chlewnej. Pewnie, idąc tym samym, uogólniającym tokiem myślenia
mogę tu napisać, że panny z kolorem włosów "miedź" są fałszywe, a blondynki pasą kozy z nosa na łące
(co by nie pomarły z głodu, bidulki). Natomiast owa prosta aluzja niekoniecznie prosta
musi być. Psychika kobiety jest niepraktyczna, posiada bowiem skłonności do skupiania uwagi na
szczegółach i ma problem w ogarnięciu całości problemu, tak więc w tym wypadku słowo "prosta" ma
wydźwięk bardzo subiektywny. Jednak uwstecznieni zdarzają się po obu stronach, mówiąc
kolokwialnie - kobieta ma takie same prawo do bycia idiotką, jak facet.

  W drugim akapicie pojawia się jakoby narzekanie na brak wychowania i wyrafinowania mężczyzn w
dzisiejszych czasach. W życiu nie nazwałbym się gentlemanem, tak jak nigdy w moim życiu nie
przytrzymam drzwi, albo ustąpię miejsca w autobusie nieszanującej się dziewczynie rzucającej mięsem
na lewo i prawo. Owszem, w XIX wieku archetyp mężczyzny wykształconego i wychowanego był bardzo
popularny, ale i kobiety były wtedy nieco inne.
W średniowieczu jeden na dziesięć tysięcy mężczyzn okazywał się być w miarę wychowany
i inteligentny. Społeczeństwo tworzyli chłopi, którzy żyli by orać ziemię, oraz szlachta - która
często z dżentelmenem nie miała wiele wspólnego. Nie wspominając już o inkwizycji i polowaniach na
czarownice. Należałoby jednak spytać o kobiecą definicję "dżentelmana", bo jeżeli chodzi o osobę
spełniającą każdą zachciankę, to odsyłam do podręczników historii - niewolnictwo oficjalnie
zniesiono w 1926.

  Trzeci akapit - ostatni, tu też kociołek stara się wygarnąć wszystkim garnkom:
Cykl menstruacyjny? Czort wie kiedy jesteście nie w humorze, wina hormonów, nikt nic nie poradzi.
Podczas cyklu miesiączkowego ulega zmianie nastrój psychiczny, przeważnie w stronę
"zaraz dostaniesz glanem" (doświadczyłem, nie polecam). Zdrady? Obustronne, obie z płci mają
skłonności do zdrady, przy czym w różnych krajach inaczej się do tego podchodzi.
Kultura kształtuje psychikę. Dla przykładu zdrada małżeńska w Japonii funkcjonuje niemal jawnie.
Stosunki małżonków nie zmieniają się aż do momentu, w którym jedno nie natknie się na drugie
w sypialni.

  Na koniec mógłbym przytoczyć kilka przykładów dotyczących obrazu kobiet z "męskiego punktu widzenia",
ale od początku nie miałem takiego zamiaru. Skończę więc lekkim pstryczkiem w nos. Drogie Panie, warto
spuścić z tonu i sprawdzić czy aby ci okropni, brudni, wulgarni, zboczeni, niestosowni, nie opuszczający
deski sedesowej i nieznający się na kolorach barbarzyńcy nie wyewoluowali na przestrzeni czasów.





                                                                                                                             Bartłomiej Fajer